15.12.2017r. Godz. 01:40Bieżące interwencje

Powódź Tysiąclecia na Opolszczyźnie

dodano: 10 lipca 2016 o 21:07 | ostatnia aktualizacja: 5 sierpnia 2016 o 17:08 | kategoria: Działania długotrwałe i ważniejsze zdarzenia

Minęło 19 lat od największej powodzi na terenie Polski. W Przeglądzie Pożarniczym z 1997 roku opublikowano artykuł na temat fali powodziowej, kóra przeszła przez województwo opolskie.

Powódź Tysiąclecia na Opolszczyźnie

Potop nadciągnął z południa ...

W Głuchołazach, Prudniku i Głubczycach - miejscowościach Opolszczyzny położonych tuż przy granicy z Czechami, które jako pierwsze przyjęły na siebie uderzenie wielkiej fali powodziowej, coraz mniej słychać o bezlitosnym żywiole. Za to coraz częściej dolatuje uszu charakterystyczny odgłos pracujących betoniarek. Powodzianie, nie czekając na wsparcie, zabrali się ostro za sprzątanie, remonty, odbudowę. I o tym teraz najchętniej mówią, starając się jak gdyby zagłuszyć wciąż tkwiące w ich sercach złowrogie echo tamtej lipcowej tragedii. Zaczęła się ona całkiem niewinnie. W niedzielę, 6 lipca, ludzie cieszyli się z niezłej pogody, spacerowali, wypoczywali, z niedowierzaniem słuchali komunikatów Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, że tuż za pasmem malowniczych wzgórz, dzielących ich od Czech, leje od kilku dni jak z cebra. Nikomu nawet nie przyszło wówczas przez myśl, że kataklizm, jaki latami nie nawiedził tych stron, zbiera się nad nimi jak czarne chmury. A u południowych sąsiadów zaczął właśnie zbierać swe straszne żniwo i z ogromną siłą skierował się ku ziemi opolskiej. Południową porą górskie strumyki w Głuchołazach zaczęły gwałtownie przybierać. Poziom wody dosłownie rósł w oczach. - Nie zwlekając - mówi dowódca miejscowej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej, st. asp. sztab. Janusz Pabiś - powiadomiliśmy o zdarzeniu Rejonowe Stanowisko Kierowania KR PSP w Nysie oraz burmistrza miasta Jana Szawdylasa. W tym czasie, oprócz znacznego podniesienia poziomu wód, zaczęły się też tworzyć zatory na przepustach. Przeprowadzony przez nas rekonesans wykazał, że stany alarmowe zostały przekroczone na Białej Głuchołaskiej i Złotym Potoku w Jarnołtówku, gdzie wezbrana woda groziła przerwaniem tamy. Zagrożone były również wszystkie mosty wzdłuż biegu obu rzek.

Dwa newralgiczne obiekty

Nadesłany przez Punkt Alarmowy JRG w Głuchołazach sygnał spowodował, iż RSK (rejonowe stanowisko kierowania Państwowej Straży Pożarnej) skierowało na zagrożony teren zastępy z Nysy i Paczkowa, a Wojewódzkie Stanowisko Koordynacji Ratownictwa (Państwowej Straży Pożarnej) - zastępy z Brzegu, Kluczborka, Namysłowa i kilkanaście jednostek OSP spoza rejonu. Siły te podporządkowane zostały utworzonemu w JRG w Głuchołazach sztabowi odpowiedzialnemu za podejmowane decyzje, z dowódcą JRG na czele. Wśród członków sztabu wyznaczono odpowiedzialnych za łączność, sprawy kwatermistrzowskie, zaopatrzenie i mianowano dyspozytorów. Główny wysiłek akcji powodziowej postanowiono skoncentrować na ewakuacji ludzi z zagrożonych terenów, obronie strategicznych punktów - mostów i wałów ochronnych wzdłuż rzek oraz dostarczaniu żywności, wody pitnej i lekarstw.

W tym celu zorganizowano odcinki bojowe obejmujące mosty oraz tamę w Jarnołtówku, most św. Andrzeja w Głuchołazach oraz ulice Andersa i Jana Pawła II oraz miejscowości: Bodzanów, Rudawę, Nowy Świętów, Polski Świętów, Biskupów, Burgrabice i Markowice. Przybyły na miejsce akcji komendant wojewódzki PSP w Opolu, nadbrygadier Jerzy Seńczuk, zaakceptował tę decyzję i formy działalności ratowniczej na zalewanym przez wodę terenie. Zasadnicza batalia toczyła się w obronie mostu św. Andrzeja w Głuchołazach, dzielącego miasto na dwie części, i tamy w Jarnołtówku. Skupienie sił i środków na tych dwóch obiektach było o tyle ważne, że ich zniszczenie spowodowałoby ogromne straty. Płynące ku mostowi wyrywane z korzeniami drzewa powodowały zaklinowanie jego przęseł, tarasowanie przepływu wody i kierowanie jej gwałtownego uderzenia w wały ochronne. Ich zniszczenie doprowadziłoby do zalania znacznej części miasta. Natomiast przerwanie tamy na Złotym Potoku oznaczałoby tragedię setek ludzkich siedlisk położonych poniżej żelbetowej przegrody. Na szczęście heroiczna walka ratowników w obronie tych obiektów zakończyła się powodzeniem.

- Mają w tym swój konkretny udział także członkowie OSP - zapewnia prezes Zarządu Miejsko-Gminnego ZOSP RP Stanisław Szul - którzy wspólnie z funkcjonariuszami PSP trwali dzień i noc na posterunkach, dowodząc, że są niezawodnymi partnerami w nawet najbardziej skomplikowanych działaniach ratowniczych. Wielce pomocne w prowadzeniu skutecznej akcji powodziowej okazały się plany ratownicze, zawierające spis sprzętu i wykaz alarmowania osób funkcyjnych. Dzięki nim mobilizacja ratownicza nastąpiła dość sprawnie, a zawarte w nich dane w pełni wykorzystano w praktyce. Sprawdziła się też sieć łączności dowodzenia i współdziałania, zwłaszcza radiowa pomiędzy Punktem Alarmowym a zastępami ratowniczymi PSP i OSP oraz innymi służbami działającymi na miejscu zdarzeń - służbami miejskimi, policją i wojskiem. Zweryfikowane zostały również pozytywnie zastosowane metody ostrzegania otoczenia o groźnych niebezpieczeństwach, w tym bardzo skuteczne informacje przez megafony na samochodach.

Jedyna siła zorganizowana

Niestety, mimo heroicznego wysiłku ratowników PSP, druhów OSP i innych służb współdziałających w rejonach głubczyckim, nyskim i prudnickim, nie udało się zlokalizować (w nomenklaturze pożarniczej termin oznacza zatrzymanie rozwoju, zahamowanie) wielkiej fali. Było to zresztą fizycznie niemożliwe i nikt tego od ratowników nie wymagał. Wodny żywioł jest przecież nie do zatrzymania. Gdy ruszy z impetem z gór, zatrzyma się dopiero w bałtyckim akwenie. Rzecz w tym, aby w czasie tej niszczycielskiej drogi uczynił jak najmniej szkód. I tylko to leży w granicach możliwości ratowników. Gdy w rejonach przygranicznych Opolszczyzny trwały ofiarne zmagania z powodzią, wojewoda opolski Ryszard Zembaczyński zwołał natychmiast posiedzenie Wojewódzkiego Komitetu Przeciwpowodziowego. Jego przewodniczący zarządził stan alarmu przeciwpowodziowego na terenie całego województwa i powiadomił o tym rejonowe komitety przeciwpowodziowe w Kędzierzynie-Koźlu, Opolu, Nysie, Głubczycach, Strzelcach Opolskich, Kluczborku i Brzegu. Uczyniono to dlatego, że woda, wzbierając na sile i masie, skierowała się już w głąb ziemi opolskiej. Zagrożenie znacznie wzrasta, gdyż występuje konieczność zrzucenia ze zbiorników retencyjnych w Otmuchowie i w Nysie coraz większej ilości wody, aby móc przyjąć falę powodziową. Jednocześnie wojewoda wydaje polecenie ewakuacji ludności z miejscowości położonych w dolinie Odry. Do Wojewódzkiego Stanowiska Koordynacji Ratownictwa KW PSP w Opolu zaczynają napływać coraz to dramatyczniejsze sygnały: pod wodą znalazło się 90 tysięcy hektarów ziemi, liczba zalanych gmin zwiększa się do 40., są duże trudności z łącznością (zalane łącza telekomunikacyjne, niedziałająca sieć telefonii komórkowej poza siecią PLUS, brak możliwości zgłaszania zdarzeń na numery alarmowe), trwa gigantyczna ewakuacja ludzi i ich dobytku, zagrożona zalaniem jest zachodnia część Opola, zwana Zaodrzem. Wojewoda publikuje komunikat określający głębokość prawdopodobnych zatopień konkretnych ulic i wzywa mieszkańców do natychmiastowej ewakuacji. Okazało się, że nie było w tym nic z powodziowego panikarstwa, przesadnej zapobiegliwości. Wczesnym rankiem 10 lipca w rejonie Boguszyc wody płynące przez wyrwę w wałach odrzańskich zalewają gwałtownie dzielnicę Zaodrze, a około dziewiątej rano zatopiona zostaje opolska Wyspa Pasieka. Jednostki PSP województwa opolskiego, wspierane siłami PSP z terenów nie objętych powodzią i miejscowych strażaków ochotników, uczestniczyły przez cały czas w działaniach na wszystkich frontach tej wodnej bitwy. Strażacy ewakuowali i ratowali ludność, umacniali wały, w składzie załóg śmigłowcowych nieśli pomoc z powietrza, dowozili powodzianom żywność. Wykazali się profesjonalizmem, ofiarnością i nierzadko dzielnością. Później, po zakończonej akcji, gdy woda i emocje opady, wszyscy zgodnie orzekli, że w tym trudnym czasie była to jedyna zorganizowana sita ratownicza na Opolszczyźnie, która od samego początku katastrofalnej powodzi wiedziała, co i jak robić. (Łączność telefoniczna przewodowa i komórkowa na zalanych terenach nie istniała [za wyjątkiem sieci PLUS - operator użyczył swoje telefony Państwowej Straży Pożarnej]; łączność radiowa Państwowej Straży Pożarnej była wykorzystywana do łączności z gminami oraz innymi podmiotami uczestniczącymi w działaniach ratowniczych i wspierającymi ludność; przy urzędach gmin i ważnych obiektach ustawione były pojazdy straży pożarnej w celu zapewnienia przepływu informacji; sprawdziła się koncepcja alarmowania selektywnego jednostek OSP i po powodzi system ten rozwinięto do stanu obecnego).

Obraz dramatyczny i obiektywny

W meldunkach operacyjnych nadsyłanych z opolskiej Komendy Wojewódzkiej PSP do Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa znaleźć można wiele przykładów potwierdzających tę tezę. Wyłania się z nich dramatyczny, a jednocześnie obiektywny obraz akcji ratowniczych przeprowadzonych przez opolskich strażaków PSP i OSP w różnych miejscach i w różnym czasie tych tragicznych wydarzeń. A oto kilka wybranych i najbardziej charakterystycznych fragmentów zmagań ratowników z rozszalałym żywiołem wodnym.

Gwałtowny wzrost poziomu wody w Białej Głuchołaskiej sprawił, że zalane zostały ulice Głuchołaz oraz Ośrodek Kolonijny „Zielona Szkoła", w którym znajdowała się grupa dzieci w wieku od 7. do 12. lat. Z uwagi na systematyczny wzrost poziomu wody strażacy z miejscowej JRG zdecydowali się na natychmiastową ewakuację ośrodka. Brodząc po piersi we wzbierającej wodzie, przenosili dzieci na ramionach w bezpieczne miejsce, a stamtąd strażackim samochodem odwożono je dalej. Po zakończeniu tych działań przystąpili z marszu do ewakuacji około 120. osobowej grupy dzieci z Ośrodka Kolonijnego „Raj". Odbierali wystraszone maluchy bezpośrednio z drugiej kondygnacji obiektu do samochodu Star 266 i odtransportowywali je do nie zalanej części Głuchołaz. Podczas ewakuacji mieszkańców wsi Dzierżysławice, gmina Głogówek, transportem wojskowym zabrano 20 osób, w tym 5 dzieci i 3 osoby niepełnosprawne. Podczas rejsu powrotnego do punktu odbioru ewakuowanych nastąpiło niebezpieczne zdarzenie. Obsługiwana przez żołnierzy i strażaków amfibia zawisła na podwodnej grobli w odległości około pół kilometra od brzegu. Zapadł mrok, a wzywana przez łączność radiową PSP pomoc innego transportera pływającego nie nadchodziła. Tuż przed północą zastępy JRG z Prudnika i OSP Oddział Ratownictwa Wodnego dotarli do unieruchomionej amfibii łodzią z silnikiem oraz łodzią wiosłową i rozpoczęli ewakuację osób znajdujących się na transporterze. Ze względu na rwący nurt wody i nocną porę, łódź wiosłowa poruszała się wzdłuż lin rozwieszonych pomiędzy drzewami. Mimo bardzo trudnych warunków ratowniczych ewakuacja zakończyła się sukcesem.

Podobnie udanie interweniowali strażacy PSP w Nysie. Gdy zwiększony do 1500 m/s wypływ wody ze zbiornika zalał dużą część miasta, w tym miejscowy szpital - na wysokość około 2 metrów, z Komendy Rejonowej PSP dostarczono agregat prądotwórczy małej mocy, który zapewnił oświetlenie dla jednego z czterech zalanych obiektów i zasilanie dla chłodziarki z krwią i osoczem. Nad ranem do pozbawionego prądu, łączności i wody szpitala dotarł po uciążliwej drodze kpt. Adam Janiuk z opolskiej KW PSP wraz z 2 ratownikami WOPR i strażakami z JRG Nysa. Przywieźli ze sobą sprzęt łączności i zapasy paliw do agregatu. Przygotowując szpital do ewakuacji, kpt. Janiuk dopłynął pontonem do wszystkich oddziałów i ustalił liczbę hospitalizowanych, personelu i osób postronnych oraz przekazał polecenie wykonania list pacjentów i personelu medycznego odpowiedzialnego za stan poszczególnych grup, zabrania historii choroby pacjentów, listy osób dializowanych, wypisania pacjentów w dobrym stanie zdrowia. Wspólnie z dyrektorem szpitala ustalił i przygotował drogę ewakuacji dla 256 osób, w tym 3 w stanie agonalnym. Ewakuację przeprowadzono środkami przemieszczającymi się obok obiektu i zatrzymanymi do dyspozycji KAR. Rozpoczęto ją od osób sprawnych ruchowo, a zakończono na obłożnie chorych. Na końcu ewakuowano krew i osocze oraz zwłoki zmarłych.

Ewakuacja kobiet z noworodkami była prowadzona pontonami przez strażaków z ratownictwa wodnego z Opolszczyzny i Dolnego Śląska. Wojskowe transportery PTS dotarły do szpitala dopiero w koncowej fazie ewakuacji ze względu na zbyt silny nurt. Zawisły na elementach ogrodzeń, samochodach lub pozwijanym przez wodę asfalcie.

Ewakuacja większości pozostałych pacjentów była prowadzona wojskowymi Starami 266 z obsadą strażacką. Jako nosze wykorzystano materace z ceratą, gdyż noszy było tylko 7 sztuk. Pacjenci trzymali nad głowami kroplówki. Każdy ewakuowany pacjent otrzymywał pod poduszkę swoją kartę choroby i zapas leków na 24 godziny. Ewakuowano ich w miejsce ustawienia ambulansów i podstawionych składów kolejowych. Następnie pacjentów rozwieziono do szpitali na Opolszczyźnie. W trakcie ewakuacji nie nastąpił zgon żadnego z pacjentów.

„Podoficerska" - przygotowana i odpowiedzialna

W zespolonym wysiłku ratowniczym bardzo pożyteczną rolę odegrała opolska Szkoła Podoficerska PSP, która w akcji powodziowej uczestniczyła od pierwszych dni katastrofy. - W początkowej fazie działań - mówi komendant szkoły, st. bryg. mgr Stanisław Pacyna - nasi pracownicy i elewi brali udział w ewakuacji ludzi zagrożonych powodzią na terenie rejonów głubczyckiego i prudnickiego. W następnych dniach byli zaangażowani w ratowanie przed skutkami wielkiej fali Opola i okolic. Na każdym z powierzonych odcinków bojowych wykazywali się dużą ofiarnością i skutecznością. W akcjach ratowniczych wykorzystywany był również nasz sprzęt i pojazdy - samochody gaśnicze GCBA 5/24, GBA 2,5/16, autobus oraz łódź ratunkowa z silnikiem zaburtowym. Nieco później włączyliśmy też do działań powodziowych GCBA 6/32, GCPr 3000 oraz motopompy Rosenbauer 16/8 i 3 motopompy 8/8 z osprzętem. Pracownicy i elewi szkoły brali udział we wszystkich największych operacjach powodziowych na Opolszczyźnie. Dostrzec ich można było w miejscowości Branice Zamek i Bliszyce, rejon głubczycki, gdzie przy pomocy samochodów gaśniczych i łodzi z silnikiem zaburtowym prowadzili ewakuację ludzi z zagrożonych wodą obiektów. Nieobce im były działania w Prudniku, Strzelcach Opolskich, w Prószkowie, Drogoszowie, Kątach Opolskich i w rejonie Opola. Wypompowywali wodę z zalanych obiektów, usuwali podmyte wodą zwalone drzewa, udzielali pomocy powodzianom, dostarczając im żywność i wodę pitną. Gdy powódź dotarła do stolicy województwa, przerwała wały ochronne na Odrze i zalała dzielnicę Zaodrze oraz inne części miasta, ludzi i sprzęt z „podoficerskiej" dostrzec można było niemal w każdym podtopionym miejscu. Jak wynika z przesyłanych do Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa meldunków, ratownicy Szkoły Podoficerskiej PSP prowadzili w Opolu m.in. działania gaśnicze izolacji rury cieplnej, na dworcu PKP wypompowywali wodę z zalanego przejścia podziemnego przy pomocy wysysaczy głębinowych, ewakuowali przedszkole i ludzi z zalanych domów, zasilali prądem blok operacyjny i powierzchnie strategiczne szpitala MSW, ratowali przed zalaniem magazyn umundurowania i piwnice w budynkach Komendy Wojewódzkiej PSP i Policji.

Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt zabezpieczenia przed zalaniem pracujących pieców hutniczych w Hucie Szkła w Jedlicach. Odpowiadając na apel Wojewódzkiego Komitetu Przeciwpowodziowego, Szkoła Podoficerska PSP podjęła się monitoringu stanu wód i wałów ochronnych w dziewięciu najbardziej zagrożonych przerwaniem punktach umocnień. Trybuna Opolska tak relacjonowała ich służbę: Na odcinku od tzw. białego mostu nad kanałem ulgi w ulicy Wrocławskiej w Opolu do mostu w Krapkowicach przed trzema dniami utworzono 9 stanowisk, gdzie stale dyżuruje 18. strażaków. Elewi ze Szkoły Podoficerskiej PSP w Opolu meldunki o podnoszącym się poziomie Odry muszą składać co godzinę Wojewódzkiemu Komitetowi Przeciwpowodziowemu. - Jestem tu od jedenastej. Przez półtorej godziny przybyło półtora centymetra wody - poinformował nas st. sekc. Zbigniew Górski, dyżurujący na wale nieopodal autosalonu Toyoty przy ulicy Krapkowickiej. - Do stanu alarmowego na kanale pozostało prawie sto dwadzieścia centymetrów. Przy takiej fali, jaka jest dzisiaj, wał wytrzyma bez problemu. Naprawiano go profesjonalnie ...

Zaodrze po zejściu wody ...


Na ręce komendanta Szkoły Podoficerskiej PSP w Opolu napłynęło po zakończeniu akcji wiele listów i podziękowań od wdzięcznych za okazaną im pomoc powodzian. W piśmie dyrektora Zespołu ZOZ Zarządu Służby Zdrowia MSWiA w Opolu, dr. n. med. Ireneusza Pawełczaka, czytamy m.in.: Dzięki pomocy, ofiarnej pracy i olbrzymiemu wysiłkowi strażaków zostało uratowane przed zgubnym działaniem powodzi mienie olbrzymiej wartości. Również dzięki tej pomocy nie musieliśmy - w sposób bardziej dotkliwy dla naszych podopiecznych - zawieszać naszej działalności. Swoją postawą udowodniliście Państwo, że jesteście formacją najlepiej przygotowaną i najbardziej odpowiedzialną w sytuacji zagrożenia żywiołem.

Wielorakie nauki popowodziowe

W kilka tygodni po zakończeniu na Opolszczyźnie akcji powodziowej, która swym zakresem przerosła znacznie wszystkie współczesne zdarzenia, rozmawiam z komendantem wojewódzkim PSP w Opolu, nadbrygadierem Jerzym Seńczukiem, o efektach ratowniczych działań i naukach płynących z tego tragicznego w skutkach, nie tylko dla regionu, kataklizmu losowego. Wraz z wodą opadły już emocje, można więc zastanowić się spokojnie nad tym, co minęło, ale nie powinno ulec zapomnieniu. Można też, i należy, pokusić się o usystematyzowanie wielu przemyśleń i przewartościowanie różnorodnych sądów o dramacie opolskim. Komendant wojewódzki, dowódca doświadczony i sprawdzony w różnorodnych akcjach ratowniczych, który za swe osobiste zasługi w walce z powodzią awansowany został na stopień nadbrygadiera, ma na temat lipcowej powodzi zdanie wyrobione. Uważa, że nie byliśmy do niej przygotowani profesjonalnie. Ale jest to tylko pół prawdy. Druga część jest natomiast taka, że nie jesteśmy w pełni przygotowani do żadnej klęski żywiołowej o rozmiarach katastrofalnych. I tak na dobrą sprawę nigdy nie zdołamy się im skutecznie oprzeć. Jest to fizyczną niemożliwością. Planując obronę, zawsze trzeba się liczyć ze stratami, także ludzkimi. Rzecz w tym, aby tak ją ukierunkować, żeby straty były jak najmniejsze. Klęska powodzi odsłoniła kulisy wielu ratowniczych słabości. Jedną z nich, kto wie, czy nie najważniejszą, jest brak odpowiedniego dokumentu regulującego nasze zbiorowe postępowanie podczas tego typu zdarzeń. Zaniechanie niezbędnych uregulowań prawnych sprawia, że w akcję ratowniczą wkrada się niepożądany bałagan decyzyjny. Nie wiadomo, kto ma koordynować tę działalność i komu należy się bezzwłocznie podporządkować. Niesprecyzowana rola PSP powoduje, że bierzemy na siebie wszystko, czym nas obarczą. Ludzie mówią: Chwała im za to! Ale czy tak powinno być? Jedno wydaje się nie ulegać wątpliwości: PSP powinna przejąć koordynację ratowania ludzi podczas katastrof, bo nikt inny tego lepiej od nas nie zrobi. Z tym „lepiej" bywa jednak różnie. Są przecież odpowiedzialni za stan infrastruktury rzecznej, a jak ona wygląda, mogliśmy się przekonać podczas powodzi. Brzegi podmyte, wały ochronne niekonserwowane, przydrożne rowy i przepusty niedrożne. Nie trzeba być złym prorokiem, by przewidzieć, że gdy nadejdzie wielka woda, w tych miejscach będzie po prostu tragicznie. I było! Powódź wykazała, że nie należy też przesadzać z obwałowaniami. Przy wysokich stanach rzek następuje w nich ogromna kumulacja wody, a przerwanie wału powoduje gwałtowny wylew, będący przyczyną bardzo dużych strat. W Krapkowicach na przykład, gdzie na rzece nie ma obwałowań, wezbrana woda spokojnie rozlała się dookoła, a straty powodziowe były najmniejsze.

Nauk popowodziowych c.d.

Nadbrygadier Jerzy Seńczuk jest zdania, że powódź bezlitośnie obnażyła brak profesjonalnego sprzętu wodnego w jednostkach PSP. Ten, który znajduje się w podziałach bojowych JRG w Koźlu, Opolu i Nysie oraz OSP ORW, przeznaczony jest do ratownictwa wodnego, a nie powodziowego. Nie ma też śmigłowców, które w tej powodzi odegrałyby bardzo ważną rolę ewakuacyjną, zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych. Te, które brały udział w akcji, skierowano bez wyposażenia ratowniczego. Nie miały też obsad strażackich. Praktyka wykazała, że staje się to koniecznością. Tam, gdzie w składzie załóg latających znajdowali się strażacy - ratownicy, ewakuowano dziennie 40.-50. ludzi, gdy nas brakowało - zaledwie kilka osób.

Wnioski popowodziowe nasuwają też konieczność zorganizowania w takich zdarzeniach własnego systemu monitoringu. Zawierzenie służbom specjalistycznym może okazać się złudne. Przekazywane PSP informacje, komunikaty byty nierzadko spóźnione, a czasem wręcz błędne. Zapowiadano na przykład, że woda podniesie się o kilkadziesiąt centymetrów, tymczasem stan rzeki wzrósł o kilka metrów! Gdyby straż dokonywała sama bezpośredniej obserwacji rzek, sama wykonywała pomiary i prognozowała rozmiar zdarzenia, na pewno nie popełniłaby takiego błędu. W takich wypadkach trzeba bardziej liczyć na siebie i własne umiejętności. Jak się jednak okazuje, czasem umiejętności i chęci ratownicze nie wystarczą do dobrego spełniania swych powinności i wymagają prawnego wsparcia. Taka sytuacja wystąpiła w tej powodzi, gdyż nie ma przymusu ewakuacji ludności. Strażacy PSP byli często bezradni, gdy ludzie odmawiali opuszczenia swych siedlisk. Niebawem trzeba było ich powtórnie ratować, ale już w sytuacji znacznie groźniejszej, stwarzającej realne niebezpieczeństwo zarówno dla powodzian, jak i ratowników PSP. Ludność cywilna nie może też mieć decydującego głosu w sprawie np. wysadzania wałów w celu wywołania tzw. mniejszego zła. Stan wyższej konieczności musi być w pełni respektowany i egzekwowany. W nawale ważnych problemów, wobec determinacji w ich rozwiązywaniu, nie mogą być pominięte sprawy typowo ludzkie. Uregulowaniu musi ulec wynagrodzenie ratowników PSP, tak by za pracę w nadgodzinach otrzymali przynajmniej tyle samo, co za służbę codzienną. Inna rzecz dotyczy druhów OSP. Wójtowie nie chcą zezwalać na wyjazd swych jednostek poza gminę, bo liczą się z kosztami. Obecnie jest tak, że ten, kto nie miał powodzi na swym terenie, płaci za powodzian. Trzeba sprawę postawić jasno: ten, kogo dotknęło nieszczęście i prosi o pomoc, musi za to zapłacić.

Harmonogram ambitnych zadań

Komendant wojewódzki PSP podkreślił, iż istnieje na Opolszczyźnie dobra tradycja, że po każdej dużej, pouczającej akcji ratowniczej sporządza się harmonogram realizacji zadań z niej wynikłych. Taki pakiet zadań powstał w Komendzie Wojewódzkiej PSP i po tegorocznej powodzi, nie tylko by tradycji stało się zadość. Sporządzony harmonogram prac objął różne dziedziny życia i służby PSP, realistycznie dzieląc ich realizację na etapy. Niektóre przedsięwzięcia sięgają przełomu wieków.

Planuje się, w uzgodnieniu z wojewodą, wystąpić o nowelizację ustawy Prawo wodne i rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie ochrony przed powodzią oraz uregulowanie prawne zasad finansowania dużych akcji ratowniczych, w tym podczas powodzi, na szczeblu ponadlokalnym. Zamierza się też uzgodnić procedury i zasady alarmowego dysponowania sprzętem wojska w czasie nadzwyczajnego zagrożenia. Czynić się będzie również zabiegi organizacyjne o poprawę infrastruktury przeciwpowodziowej, a zwłaszcza stworzenie systemu utrzymania w sprawności technicznej przepustów, rowów melioracyjnych i odwodnień, przebudowę infrastruktury, tak by np. silniki pomp i sterowni zostały przemieszczone ponad lustro wody, oraz o wprowadzenie w przepisach wykonawczych do Prawa budowlanego zakazu lokalizacji obiektów budowlanych na terenach zalewowych. Wiele miejsca poświęca się w dokumencie uzupełnieniu wyposażenia jednostek PSP w niezbędny sprzęt do prowadzenia działań ratowniczych, w tym łączności. Zamierza się m.in. wyposażyć JRG w pontony typu Mariner z wzmocnionym dnem oraz łodzie z silnikami 50-75 KM, a także 6 - 8-osobowe poduszkowce. Planuje się zakupić jeden zestaw typu kontenerowego z 20 szt. łodzi płaskodennych do aprowizacji w dalszych etapach powodzi, pompy szlamowe dużej wydajności typu Fox oraz sprzęt do odkażania urządzeń, sprzętu i obiektów. Rozważa się również koncepcję alternatywnego stosowania w PSP pomp elektrycznych wraz z zapewnieniem własnego źródła zasilania. Harmonogram przewiduje zorganizowanie do końca przyszłego roku w województwie minimum 2. grup ratowników wysokościowych do współdziałania ze śmigłowcami. Kierownictwo Komendy Wojewódzkiej PSP wystąpi do dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego z postulatem przystosowania śmigłowców do celów ratownictwa ludzi oraz zorganizowania wspólnych szkoleń ratowniczych. Zamierza się też stworzyć na terenie województwa bazy neutralizatorów, zwłaszcza do ropopochodnych, i zakupić 3 wysoko wydajne urządzenia do suszenia ubrań ochronnych strażaków. Rozważa się również możliwość zorganizowania ruchomego punktu naprawczego sprzętu w czasie długotrwałych akcji ratowniczych.

Ambitne są to zadania i dalekowzroczne. Ale tam, gdzie w grę wchodzi bezpieczeństwo ludzi, poprzeczka wymogów ratowniczych wobec siebie i współdziałających w akcji podmiotów powinna być postawiona bardzo wysoko. Nauki z lipcowej powodzi muszą być bowiem w pełni spożytkowane. Na Opolszczyźnie mają tego pełną świadomość.

Adam GŁOWACKI
Przegląd Pożarniczy nr 11 z 1997 roku

Opublikował i uzupełnił informacje w artykule - treść wpisana kursywą:
bryg. Adam Janiuk
z-ca naczelnika wydziału operacyjnego KW PSP w Opolu
oficer prasowy OKW PSP
(podczas powodzi kierownik Samodzielnej Sekcji Informatyki i Łączności KW PSP w Opolu, uczestniczył w  działaniach od pierwszego dnia powodzi)

Zdjęcia:
z artykułu w Przeglądzie Pożarniczym i z prywatnego archiwum bryg. Adama Janiuka